O żalu.
Czasem ktoś coś przynosi. Zostawia w mojej głowie, a potem okazuje się,
że nawet o tym nie pamięta, o słowie, zdaniach, wymianie myśli. To ciekawe.
Tak jakby oddał mi ten temat do poprowadzenia.
Pewnego dnia dostałam żal. I poczułam go w sercu. Delikatnie, bo w moim „tu i teraz” nie jest to emocja, z którą jestem blisko. Jednocześnie jego echa wybrzmiewają gdzieś w zakątkach duszy. Drgnęło.
Myślę sobie – o czym jest żal? Jak to opisać najprościej. Jak wyłuskać spomiędzy opowieści tę główną potrzebę, którą on pokazuje; z powodu której ktoś ten żal mi pokazał, wspomniał.
Żal przyniósł mi dzisiaj następujące informacje.
Żal może ustawiać po stronie ofiary. Jest niebezpiecznie blisko tego miejsca, gdzie ustawiam się na miejscu ofiary (to to uczucie bycia pokrzywdzonym, jakoś potraktowanym przez inną osobę; to te słowa: „to przez niego, to jej wina, to on mi to zrobił itp.). To miejsce bardzo niebezpieczne. W nim dobrowolnie oddaję kontrolę – komuś lub czemuś (wspomnieniom choćby). Głęboko czuję, wiem, że chcę sprawować tę władzę w swoim życiu, a jednak przekazuję ją na zewnątrz. Zonk.
O czym mi mówi żal?
Skłania mnie do zadania sobie pytania – czy chcę czuć się ofiarą. Jeśli nie, potrzebne jest odzyskanie kontroli nad sobą i swoimi decyzjami.
Staję przed lustrem i wiem – nie jestem ofiarą. Żal mówi mi, że mogę znaleźć kogoś do oskarżenia, obwinienia, obdzielenia czy obarczenia odpowiedzialnością, występującą pod przebraniem słowa „winny”. Odbicie w lustrze jest bezkompromisowe – jestem tylko ja.
Żal mówi o tym, że łatwiej kogoś opisać naszym bólem, oddać mu nasze samopoczucie. Żal mówi o poczuciu krzywdy, o „wygodach” płynących z roli ofiary.
W pierwszym odruchu może myślisz – jak to? Jakie korzyści może mieć ktoś kto cierpi? Może. I często ma, choć oczywiście nie jest to uświadomione.
Ofiara może się domagać z zewnątrz pocieszenia, może wiele dostać ze świata, ze względu na swoje położenie. Ale to niestety najczęściej dary powierzchowne, bo są reakcją na złudzenia.
Żal przynosi smutek. Mierzy nas z samotnością, likwiduje skłonności do okłamywania się. Dobrze, jeśli w tym spotkaniu mamy wsparcie w kimś, a jednak w końcu i tak radzimy sobie samodzielnie.
Poddaj się żalowi, jeśli nie potrafisz w tej chwili podjąć decyzji o odrzuceniu poczucia ofiary. Wejdź w ten stan. Poczuj słabość, bezsilność, bezradność. Ale nie skrzywdzenie – nie mieszaj w to nikogo z zewnątrz. Tylko to co czujesz ty. Lęk, niechęć, osamotnienie. Tylko ty i twój prywatny, osobisty żal. Popatrz na te uczucia, zapytaj co ci przyniosły. O jakich niezaspokojonych potrzebach mówią właśnie dzisiaj, właśnie tobie.
Nie przeżywaj ich głęboko, poczuj jak płyną po powierzchni twego ciała, bez słów, oddziel konkretne wydarzenia. Doświadczaj ich obecności – niech prezentują się przed tobą jak na paradzie.
Każda łza żalu to fakt niezauważenia ich wcześniej, brak uhonorowania i szacunku dla swoich uczuć. Przeoczone sygnały. Eksmitowane z serca do mózgu.
Jesteś tylko ty. Dorosły, któremu wolno czuć to wszystko. Który w sobie może utulić te dotąd nie zaopiekowane, płaczące, przeszłe chwile.
Mocą swojej decyzji i zgodą na to co było trudne, ze świadomością, że to się już dokonało. Zgodą na to, że to już nie istnieje, podtrzymujesz obrazy tylko swoją pamięcią (czasami nawet komórkową), wołasz siłą nawyku i przyzwyczajenia, po starej znajomości.
Z jakiego lęku nie możesz zamknąć starych, skrzypiących drzwi?
Wszystko mieszka w głowie. Udzieliłeś adresu, ale nie akceptacji, chciałbyś wykwaterować, ale kurczowo przekręcasz klucz.
Ja czuję, że to w sercu. Że tam dość już słów, przyczyn, powodów, wytłumaczeń. Tam czuję potrzebę ciszy i miłości, za którymi akceptacja wedrze się jak lawina.
Czy możesz żyć bez żalu?
Czym wypełnisz jego miejsce? To ważne, to dlatego on trwa z przyzwyczajenia, bo jeszcze nie zdecydowałeś co tam teraz będzie.
Tam może mieć swoje miejsce miłość. Szacunek do swojego istnienia. Wdzięczność za doświadczenia, które są źródłem mądrości, nie depresyjnego bezruchu.
Żal. Czy z tego punktu chcesz kontaktu z ludźmi, ze światem?
Jak myślisz, na ile możesz być zauważony z pozycji swej mocy, spoza schematów?
Wchodząc w relacje jesteś o wiele atrakcyjniejszy dla partnerów, z pozycji dorosłego, który stoi w swojej mocy. To nie oznacza że nigdy nie będziesz już czuł się słaby, smutny i zmęczony. To oznacza że zrezygnujesz z tworzenia relacji opartych na zależności. Pocieszyciel i ratownik zwykle stoi w pozycji przewagi, stąd blisko do kata. To błędne koło.
Dobrze spotkać osobę która będzie towarzyszem. Kogoś kto da wsparcie, pokaże okna, drzwi i drogi, da ci to, czego potrzebujesz. Ale to ty poprowadzisz, bo ty ponosisz odpowiedzialność. Odpowiedzialność osobista to dobra sprawa. Jest twórcza, własna, jest jak skała.
Żal. Otacza wysokim płotem strefę komfortu, ciasną, ale znaną. Za ogrodzeniem świat możliwości – czai się i czyha czy zaprasza – to twoja decyzja. Masz wolność brania tyle ile chcesz i możesz – w tutaj, w sobie.
Może w chwili słabości wskoczysz do koszyczka żalu. Ale nie jako ofiara, tylko żeby odpocząć, zwinąć się w wygodny kłębek, zaznać ciszy. Nauczysz się odróżniać potrzebę wytchnienia, kołysania smutku, zrzucania obciążeń, od pokusy bycia pokrzywdzonym.
Niczego z wdzięcznością nie żałować. To kwestia decyzji. Zaufania dla siebie i kosmosu.
Sprowadza się do decyzji o byciu sobą, osobiście odpowiedzialnym za swoje wybory, i nie uciekaniu w obliczu trudności. Do nadania sensu swoim doświadczeniom.
Do wolności. Do wyboru własnej drogi. To kwestia odwagi, którą mamy w sobie, o której świadomie możemy pamiętać.