DLACZEGO DZISIAJ WSTAŁEŚ ?

Bywa, że jeden temat wraca do mnie wystarczająco często i nie potrafię go ignorować.
Czasem jest lekko irytujący, jak ten – wczesne wstawanie.

 

O co im wszystkim chodzi z tą pobudką o świcie, i jej wpływem na różnorakie życiowe sukcesy? W wielu książkach znajdziesz bardzo proste stwierdzenie – wstawanie o 5 (a przynajmniej godzinę wcześniej niż dotychczas) rano przyczynia się do skutecznej realizacji życiowych celów, szczęścia, i ogólnego dobrobytu.

 

Czyżby śpiący do 10 wydali już na siebie wyrok przeciętności i niespełnienia?

 

Znasz takie myśli – jak u licha mam wstać wcześniej, skoro ledwo wyrabiam się do pracy, czy to wciąż jeszcze jest za mało? – nie cierpię wstawać rano, – lubię pospać, co w tym złego?

 

Znasz. Być może nawet teraz postanowiłeś, że choćby nie wiadomo co, nie przekonam Cię do pobudki o świcie. Masz rację, nawet nie będę próbować.
Opowiem Ci za to moją historię.

 

Ostatnio czytałam książkę Hala Elroda  Fenomen Poranka (choć szczerze mówiąc angielska wersja tytułu jest znacznie lepsza: Miracle Morning). Język i sposób argumentowania wkurzały mnie przez połowę lektury. Autor mówi wprost – prowadzisz mierne życie, przeciętne, bez wpływu, i kierunku. Diagnozę taką stawia na podstawie godziny na Twoim budziku, i ilości drzemek jaką co rano wykorzystujesz. Serio. Dokłada jeszcze, że działasz nieświadomie, automatycznie, chaotycznie… ok., kończę już. Byłam o krok od odłożenia książki na wieczne nieczytanie.

 

Postanowiłam jednak poszukać jakiegoś sedna, rdzenia, do którego tą niezbyt miłą drogą prowadzi autor. Na szczęście potem jest więcej konkretów, o nich później.

 

Miałam już swoje podejścia do pobudek o 5 rano. No efekt chyba jest dla Ciebie oczywisty…

 

Słowa autora nie bez powodu mnie zezłościły. Mam do zrobienia kilka rzeczy, na które wiecznie brakuje czasu. Wizja dodatkowej godzinki o poranku, obietnica wszelkich i wielkich sukcesów… Postanowiłam podjąć wyzwanie.

 

Odkryłam kilka rzeczy.

Po pierwsze nie cierpię wstawać pod dyktando budzika, choćby miał najpiękniejszy dźwięk.
Dlatego od jakiegoś czasu, codziennie, nastawiam swój wewnętrzny budzik na konkretną godzinę.    W sytuacjach wyjątkowo istotnych nastawiam alarm w telefonie na wszelki wypadek.
Serio – programuję sobie wieczorem, o której rano chcę się obudzić. TO DZIAŁA, niezależnie od zadanej godziny.

To pierwszy powód dlaczego tym razem udało mi się – budzę się regularnie o 6 rano, od kilku tygodni.

 

Po drugie, cały czas myślałam że ja nie lubię rano wstawać.

 

Ale to jest NIEPRAWDA. Odkryłam, że nie lubię budzić się i natychmiast wchodzić w tryb gotowości i  działania – myśli, plany, pytania, kawa, śniadanie, co mam dzisiaj zrobić. To niezależnie od pory pobudki, powodowało irytację i niespecjalną łatwość kontaktu ze mną.

 

Budzę się o 6 i mam godzinę czasu WOLNEGO. NIC NIE MUSZĘ W TYM CZASIE ROBIĆ.
Mogę rozpocząć dzień w swoim tempie. To prawdziwa ulga. W dodatku budzę się wyspana.

To moje najważniejsze odkrycie. Zaspokajam w ten sposób bardzo ważną dla siebie potrzebę.

 

Możesz pokręcić głową z niedowierzaniem po następnym zdaniu.

Wczesna pobudka spowodowała coś jeszcze (na pewno ona, bo nic innego nie robiłam) – zaczęłam łatwiej ogarniać wszystkie sprawy. Znalazł się czas na rozpoczęcie realizacji zaległych pomysłów. Mam mniej chaosu w głowie w ciągu dnia. A nawet nie zrobiłam zalecanych w książce ćwiczeń J Hmmm… właściwie większość poranków spędziłam po prostu w ciszy i nic nie robieniu. Zastanawiam się co się wydarzy, kiedy tę poranną godzinę wykorzystam bardziej aktywnie, i czuję na tę myśl ekscytację!

 

Podsumowując – jak to możliwe, że to działa ?

 

Sprawa jest dosyć prosta. Poranek daje nam warunki, które ułatwiają koncentrację i kontrolę nad dniem. To czas, kiedy nic jeszcze nas nie rozprasza. Mamy dostęp do siebie samych.

 

Są oczywiście pewne warunki, bez których nawet 5 rano nic dobrego nam nie przyniesie. Kluczowy z nich, to brak korzystania z telefonu, komputera, żadnych maili i rozmów. To czas, który przeznaczasz dla siebie.

Wyznaczasz sobie pewną rutynę, w zależności od potrzeb.

 

To przestrzeń organizacji dnia, wybór priorytetów, zaplanowanie kroków do wykonania. Masz czas przeznaczony na własny rozwój – medytacja, ruch, lektura– zanim ze świata popłynie strumień bodźców i wymagań. O świcie Ty jesteś w centrum uwagi.

 

Gdybyś miał czarodziejską różdżkę – jak wygląda Twój wymarzony poranek, każdego dnia?

Jaka do niego prowadzi droga? Gdzie się zaczyna?

 

Jeśli chcesz sprawdzić magię poranków, zapraszam Cię na sesje indywidualne skoro świt!

 

Warto zrobić coś zupełnie inaczej!

 

Do zobaczenia w części nr 2

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *